Kategorie
Rzucając w miejsca

Rzucając w Colonię del Sacramento

Mała. cicha, urokliwa. Uśmiecha się nieśmiało i wydaje się być uosobieniem Urugwaju. Warto też wiedzieć kiedy tu przyjechać.

7 min czytanka

Automobil

Automobil

Zachód Słońca

Knajpka skryta za graffiti

Knajpka

Latarnia

Najsłynniejsza uliczka w Colonii

hdr

Piwo zimniejsze niż serce twojego ex

Ukryta Knajpka

Wnętrza knajpek

Zapatrzony pieseł

Mała, cicha, urokliwa. Uśmiecha się nieśmiało i wie, że pewnie w każdym innym miejscu byłaby pominięta, uznana za niespecjalną, lub speszona przez starsze siostry tutaj jest gwiazdą. I mimo, że nie mówię o żadnej z urugwajskich dziewczyn poznanych w październiku (a chciałbym) to Colonia del Sacramento, nadrzeczna miejscowość i chluba Urugwaju wydaje się być jego uosobieniem i ukochaną córeczką.

Dla europejskiego oka, zaprawionego w krętych i ciasnych uliczkach średniowiecznych miejscowości reklamowana wszędzie Colonia nie zachwyci swoją maleńką starówką, nie powali architekturą, ani nawet nie oczaruje panoramą z latarni morskiej. Tak, Colonia jest historyczna, ale nie niesie ze sobą świadectwa starć mocarstw, ani legendarnych oblężeń, jej fortyfikacje są znikome, a stumetrowy fragment muru raczej przypomina płot.

Lecz przyjeżdża się tutaj po coś zupełnie innego.

Najważniejszą przyprawą jest kiedy

Żeby w pełni nacieszyć się Colonią trzeba tutaj przypłynąć z hałaśliwego i brudnego Buenos Aires. Statek zdaje się przepływać przez sam środek starej szafy z powieści C.S. Lewisa. Z miejsca ogłusza nas spokój, ze statku nawet nie widać zbyt wielu budynków i biedny człowiek zastanawia się czy ta Colonia w ogóle istnieje.

Na ulicach pierwszeństwo mają piesi, klaksony zdają się być wymontowane z samochodów, drzewa dają przyjemny cień i nikt, ale to absolutnie nikt się nie spieszy. Nawet uzbrojeni w aparaty turyści zdają się zwalniać kroku, wynajmują golfowe wózki i małe karty, które nie rozwijają żadnej przyzwoitej prędkości a które i tak dają mnóstwo radości.

Władze miasta ustawiają ławki gdzie tylko się da, a jeśli nie ławki to wszelkiego rodzaju murki służą podporą podczas podziwiania unoszących się na rzece żaglówek i słuchania leniwych rzecznych fal. Río de la Plata jest najszerszą rzeką świata i przypomina ona raczej wielkie jezioro niż wartki strumień, dlatego przy jej brzegach ciągną się piaszczyste plaże zapraszające do kąpieli.

Co tam właściwie robić?

Absolutnie najlepszą stroną Colonii są klimatyczne knajpeczki i restauracje, bo tutaj się przede wszystkim siedzi, je i pije mate lub urugwajskie wino. Śliczne ogródki, ręcznie malowane meble, odrobinkę zagracone wnętrza, pomysłowe rozwiązania na podanie jedzenia i nastrój. Z białych budynków wylewa się przyjemny jazz, łagodny rock czy rytmiczne dźwięki bębnów, często granych na żywo. 

Najlepsze jest to, że w tych knajpkach można przesiedzieć cały dzień, na przykład zaczynając od stylowych kawiarenek i herbacianych salonów, gdzie zielone ogródki i białe huśtawki głaszczą po policzkach, a kończąc przy jednym z ogromnych grilli.

Za  50 urugwajskich pesos można kupić bilet do wszystkich lokalnych muzeów i za kolejne 50 wdrapać się na latarnie, tylko mówiąc szczerze nie wiem czy warto. To nie są światowej sławy obiekty, a największą atrakcją lokalnego akwarium są chyba rybie kukły posadzone w starodawnym samochodzie na przeciwko wejścia.

I chociaż na pewno warto wesprzeć miasteczko w jego kulturalnych staraniach to i tak więcej emocji przyniesie kupienie kawy na wynos i sesja zdjęciowa przy jednym ze starych automobili, które jakieś dobre elfy rozrzuciły za każdym rogiem starego miasta. W niektórych rosną posadzone doniczkowce, a w innych zamontowano stoliczki, a wszystkie na pewno dodają uroku i tak zaczarowanej miejscowości.

Za co kocha się Colonię?

Sielankowy klimat sprawia, że Colonię trzeba zwiedzać we dwójkę i najlepiej poza sezonem, w któryś weekend. Jest chyba jednym z najromantyczniejszych miast w promieniu tysięcy kilometrów. Historia ulokowała ją specjalnie na przeciwko Boskiego Buenos. Po całej nocy szaleństw w Palermo czy San Telmo, zamiast cierpieć w hotelowym pokoju warto się wybrać na statek i skierować się prosto do Urugwaju.

Chociażby tylko po to, aby we dwójkę obejrzeć rozlewające się purpurą niebo, ze słońcem zawieszonym gdzieś nad argentyńską stolicą.

Zachody Słońca są tu prześliczne, bezbłędnie wpisane w charakter dnia spędzonego w Colonii i nawet bezpańskie psy siadają na tarasach widokowych po to, aby je podziwiać.

Rady praktyczne:

Jedyną potencjalną wadą mogą być ceny, nie bez powodu Urugwaj jest nazywany Szwajcarią Ameryki Południowej i ma to swoje odzwierciedlenie także na rachunkach. Taki rachunek liczony w tysiącach potrafi obudzić lepiej niż niejedno espresso wypite w kawiarni, ale na szczęście po przeliczeniu waluty nie jest to aż takie przerażające, chociaż nadal dziwi, że biedny południowoamerykański kraj utrzymuje zachodnioeuropejskie ceny.

Rzeczywiście można się tutaj swobodnie pochlupać. O ile  człowiek potrafi jakoś zamazać w sobie obraz zanieczyszczonego koryta rzeki po Argentyńskiej stronie, a jest to obraz niemal tak silny jak te malowane pędzlem Muncha.

W Colonii można wynająć różnego rodzaju gokarty i meleksy, żeby zwiedzać miasteczko z trochę innej perspektywy, ruch uliczny jest znikomy a kierowcy bardzo kulturalni, więc jest to bezpieczna i całkiem rajcująca forma spędzania tutaj czasu.

W restauracjach można płacić zarówno w pesos argentyńskich jak i urugwajskich, poza tym restauratorzy z chęcią przyjmują dolary i euro.

Trzeba uważać na to aby w terminalu odprawdzić się z właściwym przewoźnikiem. Jest tylko jedna sala odpraw, ekrany bardzo często nie działają, a ogłoszenia z głośników ciężko usłyszeć. Łatwo wtedy o pomyłkę np gdy odwołany zostanie jeden z kilku statków odpływających o tej samej porze.

Ceny:

Wynajęcie gokartów około $80 (ok 320zł) dolarów za cały dzień.
Wynajęcie meleksu około $10 (40 zł) dolarów za godzinę, opłaca się to zrobić gdy jest się grupą większą niż 2 osoby.

Hostele mniej więcej 40 zł za noc.

Kolacja w restauracji ze szwedzkim stołem winem i deserem około 80 zł.

Więcej o Urugwaju

Jeżeli podobał Ci się ten tekst to daj temu małemu państewku jeszcze jedną szansę. Chociaż te pięć minut, a gwarantuję, że się nie zawiedziesz!

Albo może w inne miejsca

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *