Nie wiedziałem, że tak będzie. Że dróg zabraknie i że noc krótka, będzie różnie widziana różnymi oczami. Wiedziałem, że będę z Wami.
Tyle czasu się to razem planuje. Tyle wyczekiwania przesypuje się przez klepsydrę. I jednego dnia tak nierealnie wskakuje się na pokład bezpowrotnie, po to aby móc ze sobą najszczerzej porozmawiać. Można wykrzyczeć się razem w szkolnej ławce, przepłynąć pokalami ocean alkoholu i przejeść setki kolacji. Można poznać się zupełnie od nowa gdzieś w drodze.
To tak jakby zaprosić się nawzajem do teatru na otwartym sercu i otwierać kurtynę za kurtyną aż do dna. Aż po uczucia przed nami samymi schowane.
Aż po gęsią skórkę.
Bo żaden narkotyk nie potęguje bodźców tak jak przyjaciele. W grupie sosy są jeszcze ostrzejsze. Piwo jeszcze chłodniejsze na tej samej parkowej ławce. Buty zmieniają właścicieli bez względu na rozmiary, a ze względu na potrzeby. O smakach opowiada się sobie oczami, dźwięki mieszają się z tańcami, a widoki pozostają na skórze. Wieczorem po plecach w dół płyną dreszcze, od szklanki wina po koniuszki palców. Zmęczenie gasi światło, a ujęcia z każdego dnia znajdują swoje miejsce właśnie w momencie gdy słońce zachodzi po środku niczego.
I śmiech.
Skarpety we flamingi, ogromne kapelusze w nocnych klubach, malowanie tabliczek i te skurcze mięśni twarzy aż do bólu. Miłe niespodzianki wyjęte z dziecięcej książeczki napisanej przez los. I nieskończone zapasy chichrania, dogadywania i brechtania. Jesteśmy słoikami. Wozimy ze sobą domowe zaprawy. I zjadamy je łyżkami.
Może nawet właśnie po to razem wyjeżdżamy, aby jeść taki prowiant. Pasztet z niepowagi i kawę z czarnego humoru.
Jeść to wszystko.
Żeby czasem móc się poddać, oddać komuś kierownicę. Popatrzeć na siebie nawzajem. Przeżyć nasze prywatne spektakle. Obrzucić się kulkami z nerwów. Zgubić się. Zazgrzytać zębami. Wybaczyć sobie przy gorącej herbacie.
Wiedziałem, że tak będzie. Że drogi dziurawe mi tyle pokażą i że każda noc będzie taka ważna.
Chociaż nie wiem co czas pokaże, ani jak będzie. Ani jaki będę, gdy będę z Wami.
Jestem tylko pewien wspólnych podróży co już były. Naszych wspomnień przez każdego pamiętanych inaczej.
Ale jeszcze przed ostatnim aktem będziemy się znowu i znowu zapraszać na scenę.
I jeść ze słoika głupotę łyżkami.
Kurtyna.